Moje oczy przytwierdzone do pasa ruchu
Ale na lewo i prawo wzdłuż
Są tam drzewa, zwykle zielone
Dziś białe i prawie błyszczą. 

Rzucając swój wzór jasnego i ciemnego
Z cienia i światła
Stanowią one twarz drogi
Jego senna konstrukcja ze śniegu. 

Teraz prosto przed siebie, potem krzywo.
I od czasu do czasu, płatki spadają
Błyszczy, gdy rzadko
Pojedynczy promień słońca znajduje swoją drogę. 

Las obok drogi
Niesie ze sobą wygodę,
Cudowna cisza
I pozwala mi cieszyć się chwilą.